Sentymentalna podróż z Bohdanem Smoleniem


2013-12-09  |  komentarzy (0)

Bohdan Smoleń - niezwykły artysta charakterystyczny, autor tekstów, filantrop o
wielkim sercu,  urodzony  w Bielsku-Białej. Mieszkał przy Rynku oraz przy ul.
Wyspiańskiego. Obecnie na zasłużonej artystycznej emeryturze. Do bielskiej
młodości powrócił wraz z Małgorzatą Skórską.

 

? Urodził się Pan w Bielsku-Białej i spędził tu najwcześniejsze momenty swego życia ? dzieciństwo i młodość. Jeśli zamyka Pan oczy, jakie pojawiają się obrazki z dawnych lat ?  jakieś szczególne przygody z dzieciństwa?

? Oprócz rzucania kamieniami i gry w piłkę nie pamiętam innych przygód.

? Jakie skończył Pan w Bielsku-Białej liceum?

? Wtedy ludzie chodzili do ?Asnyka? albo do ?Kopernika?. Ja chodziłem właśnie do ?Kopernika?. Wcześniej jednak była podstawówka przy ul. Osuchowskiego. To była ?Trójka? przy małej uliczce koło ?Kopernika?, a zaraz obok, o ile mnie pamięć nie myli, liceum pielęgniarskie. Mieszkałem wtedy przy ul. Wyspiańskiego. Mama miała bardzo blisko ze szpitala ? tylko 200 metrów zeszli i już mnie przynieśli do domu.

? Czy Pana rodzicie pochodzili z Bielska-Białej?

? Ojciec bielszczanin, a matka krakowianka. Wychowywałem się u babci nieopodal Rynku w Bielsku przy ulicy Celnej.

? Czyli w samym centrum Bielska-Białej?

? Mieszkałem prawie nad budynkiem ówczesnej milicji. Po skosie widziałem, kogo wprowadzają, a kogo już wypuszczają?

? Czym zajmowała się mama?

? Moja mama była choreografem i nauczycielem języków. Uczyła ludzi chyba z pięć języków. Równocześnie tłumaczyła prace doktorskie. Była poetką i organizowała grupy poetyckie. Była współzałożycielką między innymi grupy ?Skarabeusz?, w której funkcjonowali tacy poeci jak Mieczysław Stanclik i Bogusław Kierc. Mama przeprowadzała różne spory z uczonymi różnych religii. Na przykład rozmawiała z wyznawcami pięciu religii, z których każdy bronił swojego zdania o Biblii. To jest bardzo ciekawa książka, ze wszystkich stron można do niej wracać i wciąż czytać?

? Jakie były początki ?Skarabeusza??

? Urodził się u nas w domu i tam istniał parę lat. Wtedy mieszkaliśmy jeszcze przy ul. Rutkowskiego i tam właśnie powstał ?Skarabeusz?. Później przenieśliśmy się na ul. Wyspiańskiego. To już było mniejsze, amfiladowe mieszkanie i bardziej przeszkadzało. Wszystko działo się jakby w jednej izbie? Mamie zależało też na tym, aby wygospodarować jakieś miejsce ojcu, żeby dobrze się czuł we własnym domu i żeby mniej ludzi tam przychodziło. Bo u nas w domu był ciągły ruch, wciąż ktoś przychodził i drzwi nigdy się nie zamykały. Przychodziła też młodzież, żeby dyskutować na tematy ważne, polskie i równocześnie mogła się u nas czuć jak u siebie w domu? Ojciec w ogóle tych rzeczy nie rozumiał i nie wiedział, o czym dyskutowano i mówiono tyle lat wierszem. Nie każdy to rozumiał?On był technikiem włókienniczym, ale nawet nie pracował tak na krośnie drobiazgowo, jak oni nad tekstem pracowali?

? Czy można powiedzieć, że ?Skarabeusz? w jakiś sposób Pana ukształtował?

? Myślę, że ja jeszcze tego ?Skarabeusza? nie rozumiałem; teraz to na pewno bym skorzystał. Wtedy miałem około 17-18 lat; to były czasy liceum, które kończyłem w 1965 r., a wtedy to ja jeszcze byłem ?gamoń, ale szkolony?.

? Jak Pan odbierał spotkania ?Skarabeusza? jako mały chłopiec?

? Lubiłem przez 15 minut posłuchać tego, co tam mówiono, jednak później mnie już to nudziło. Byłem za młody, żeby to zrozumieć. Mnie wtedy bardziej jeszcze interesowały piłka, rower i przygoda. U nas zawsze ktoś był w domu i wtedy nawet nie przypuszczałem, że będę mógł kiedyś mówić, że on tu chodził do mnie do domu, bo to były ważne nazwiska ludzi bardzo dobrze rokujących?

? Między innymi rodzina Kierców?

? Tak, bo najpierw rodzice bardzo dobrze się znali, a nawet przyjaźnili ze sobą. Później wszyscy ?zniknęli? w swoich teatrach.

? Czy ?Skarabeusz? w jakimś sensie nie zaważył na Pana przyszłości kabaretowej?

? Nie, oni pisali zupełnie inne rzeczy, których ja w kabarecie nigdy nie wykorzystywałem. Co najwyżej recytowałem z jakiejś okazji wiersz i tylko tyle zostawało mi w głowie. Wtedy nie wszystko rozumiałem, ale równocześnie zdawałem sobie sprawę z tego, że tworzy się jakaś ciekawa grupa poetycka, która nikomu nie przeszkadzała, rewolucji nie robiła, a dawała tylko większy spokój duszy.

? Kogo Pan najbardziej pamięta ze ?Skarabeusza??

? Pamiętam Bogusława Kierca, Andrzeja Kierca, Stanisława Golę, Mietka Stanclika. Andrzeja, Stasia, Mietka już nie ma... Musiałbym zadzwonić do mojej kuzynki, ona bardziej była zorientowana, bo to polonistka, albo do mojej siostry, która mieszka w Bielsku-Białej.

? Czy bywa Pan czasami w Bielsku-Białej?

? Teraz, jak rodziców nie ma, to bardzo rzadko.

? Ma Pan tylko jedną siostrę?

? Tak, bo ojciec się nie przyznał do tego, że jest ich więcej.

? O Pańskiej mamie mówiono Pani Lala?

? Pani Lala to było przezwisko mojej mamy. Tak jak w młodości mówiło się Lalka, to tu mówili Lala. To było jakieś tłumaczenie z języka węgierskiego, bo mieliśmy rodzinę taką trochę zaczarowaną. Pradziadek był Włochem, prababka Austriaczką, zamieszkali na Węgrzech. Tam się moja babka urodziła, wyszła za mąż za Rosjanina i zamieszkała w Krakowie.

? Czyli nie do końca polskie korzenie?

? Jednak gdzieś te polskie nasiona były, bo wszyscy byli skoligaceni z Polakami i potem koniec był w Polsce.

? Był Pan wtedy dzieckiem, jednak w jakimś sensie na pewno ?wsiąkł? Pan w tamto artystyczne środowisko Bielska-Białej. 

? Zacząłem studiować w Krakowie zootechnikę, zatem z poezją nie miało to nic wspólnego. Tam założyłem kabaret ?Pod Budą? i jakoś wytrwałem. Matka wierzyła, że ze mnie coś będzie, ojciec natomiast namawiał mnie bardzo często, żeby nie wnikać w ten zawód, bo nic dobrego z tego nie wyjdzie. Ojciec był włókiennikiem, a po pracy dodatkowo zajmował się konferansjerką w bielskim teatrze. Umiał to robić i był bardzo przebiegły w sztuce? Odwdzięczyłem się ojcu, gdy miał swoje 80. urodziny. Zagrałem wówczas swój pierwszy spektakl kabaretowy w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej. Wreszcie ojciec siedział w tej samej loży, co ja na jego kolanach siedziałem, gdy występował, jak byłem dzieckiem. Wtedy tylko mnie na czyjeś kolana odstawiał, miał swoje 15 minut i wracał? W końcu nadszedł czas wzruszeń z powodu moich koncertów?

? Tata był konferansjerem, czyli również miał artystyczne zacięcie?

? Tak, tylko się do tego nie przyznawał, bo to takie mało męskie było, żeby przyznać się do tego, że się lubi teatr. Pamiętam jak razem z moim wujkiem weszli w stanie bardzo wskazującym na bramę główną teatru i wymalowali narząd męski na czerwono szminką do ust. Potem musieli to drapać. Przygody z teatrem tata miał różne?

? Jako dziecko pewnie miał Pan taką możliwość, żeby zakraść się za widownię i obserwować za kulisami aktorski świat?

? Nie, tylko z opowieści go znałem. Wiedziałem, że w teatrze bielskim występował Solski. Jednak ja niestety, ani Ludwika Solskiego, ani Władysławy Ćwiklińskiej nie zdążyłem poznać. Widocznie za mało się starałem.

? Czy to prawda, że w szkole był Pan zawsze najmniejszy i gdy chodził Pan z kolegami do bielskiego lokalu ?Żywiec?, to wszystkim sprzedawano kufel piwa, a Panu nie, a kiedy już Panu sprzedano ? wlewał Pan piwo do kieszeni?

? Byłem mniejszy od kufla? Nie pamiętam takich sytuacji. Szkoda piwa. To chyba wrogowie pamiętają. Te przygody alkoholowe najczęściej wymyślają ludzie, którzy tego nigdy nie robili.

? Czy mama przypuszczała, że w jakimś sensie pójdzie Pan w jej ślady?

? Mama zawsze wierzyła we mnie, że będę artystą, mimo zapewnień ojca, że na pewno nie będzie ze mnie żaden artysta i to również ze względu na wzrost. A ja ojcu jednak pokazałem, że coś potrafię i jest to ciekawe.

? Od początku wychowywał się Pan w środowisku literacko-artystycznym.

Tak, a współtwórczyni Państwowego  Zespołu Pieśni i Tańca ?Śląsk? Elwira Kamińska była kuzynką mojej matki.

? Jaka była Pani Lala Smoleniowa?

? Wspaniała matka. Potrafiłem w nocy w Krakowie wsiąść w trabanta i przyjechać do Bielska-Białej tylko po to, aby wypić z mamą kawę i porozmawiać z nią. Potrafiłem od niej przyjąć wszystko, co mi powiedziała, a nie dawałem sobie zwrócić uwagi, bo udawałem, że jestem dorosły. To była jedyna kobieta, która mi mogła zwrócić uwagę.

? Kto był dla Pana większym autorytetem ? mama czy tata?

? Mama. Miała dla mnie zawsze więcej czasu, niż ojciec. Tata miał ważniejsze sprawy, które trzeba było załatwiać. Matka tańczyła w teatrze, była też choreografem.

? Czy mama widziała Pana na deskach teatru w kabaretach?

? Widziała. Ona mi pisała teksty, wymyślała ciekawe sceny i skecze. Była wspaniała. Mama poniekąd była takim moim artystycznym przewodnikiem.

? Pana mama również występowała na deskach bielskiego teatru?

? Tak, ale wtedy jeszcze ten teatr był amatorskim teatrem. Potem stał się państwowym. Tam jeszcze była jedna znana postać ? Zdzisław Maria Okuliar, też poeta, nawiedzony facet. Mieszkał przy Wyspiańskiego, w tym samym domu co my i wielkie dysputy poetyckie odbywały się z nim i z mamą moją. Wciąż się o coś spierali, a my nie wiedzieliśmy, o co chodziło.

? Czy pozostał jakiś sentyment do Bielska-Białej?

? Nie na tyle, żeby mnie zatrzymać, bo wiadomo, że karierę to trzeba było robić w większym mieście, ale jest się czym chwalić. Są ludzie, z którymi się bardzo chętnie spotykam, gdy jestem w Bielsku. Muszę odwiedzać Stare Bielsko ? tych wszystkich kumpli, z którymi się piło pierwsze wino, paliło pierwsze papierosy. Tego się nie zapomina i do tego się wraca.

? Czyli zostały jakieś kontakty z dawnych lat?

? Oczywiście, że tak. Ci ludzie teraz różne zawody mają i różne w życiu robią rzeczy, ale te parę minut zawsze dla siebie znajdziemy, żeby coś powspominać.

? Koledzy ze szkolnej ławy zostali w Bielsku-Białej?

? Tak. Wokół ?Kopernika? mieszkała cała nasza banda. Chętnie się widujemy i po latach nie rzucamy w siebie kamieniami. Czasami koledzy przyjeżdżają tu do mnie do Baranówka. Na przykład w drodze nad morze zatrzymują się w Poznaniu.

? To muszą być bardzo miłe spotkania?

? To przyjaźnie na całe życie. Takie nieskażone lata, bo tu nie ma zazdrości.

? Czy pamięta Pan swoich nauczycieli z liceum?

? Tak, oczywiście pamiętam, bo się nawet zaprzyjaźniłem z dziewczyną, która kończyła zootechnikę, a jej mama uczyła mnie w Bielsku-Białej języka polskiego. Potem nauczyciel biologii nazwiskiem Stawiński, który mnie zaraził tymi zwierzętami, też bardzo mile go wspominam. To mój guru w sprawach zoologii. Dlatego wcześniej miałem w Poznaniu swój sklep zoologiczny, który prowadziłem razem z żoną, a teraz mam fundację dla dzieci niepełnosprawnych i najwspanialsze zwierzęta ? konie.

? W Bielsku-Białej krążą legendy o Pańskich nietoperzach?

? Tata denerwował się na mnie, bo w domu oprawiałem nietoperze i zwyczajnie gotowałem w garnkach na normalną zupę. Zdejmowałem to mięso i oprawiałem kości? Tak jak się powinno nietoperza gotować, żeby mięso odchodziło od kości i to obrać, i zrobić, później wybielić i poskładać. A jakby ktoś chciał, to mógłby sobie to zjeść. Mnie to mięso nie było potrzebne do niczego. To może o te nietoperze chodziło. Wtedy sporo chodziłem po różnych jaskiniach pod Bielskiem i ściągałem żywe nietoperze. Do dziś na Akademii Rolniczej w Krakowie są moje preparaty nietoperzy poskładane kostka po kostce.

? Ma Pan ulubione miejsca w Bielsku-Białej, które wspomina z sympatią?

? Pod Banialuką była kawiarnia? Jak ona się nazywała? Była naprzeciwko hotelu Prezydent? Kawiarnia literacka?.

? Tam gdzie obecnie BWA?

? Pod Banialuką? Tam spędzałem najwięcej czasu z zaprzyjaźnionymi Cypryjczykami, którzy uczyli się języka polskiego. Oni mnie uczyli po cypryjsku wszystkich świńskich wyrazów, a ja ich po polsku? Do dziś z nimi utrzymuję kontakty i oni mnie tu w Poznaniu odwiedzają, a ja ich odwiedzam na Cyprze?  Kelner cypryjski dziwi się, gdy mu puszczam wiązankę miłych słów po starocypryjsku.

? Czy teraz po latach może Pan powiedzieć, że jest człowiekiem sukcesu i czuje się artystycznie spełnionym?

? Sukcesu tak, ale czy spełnionym, to nie wiem, bo jeszcze jest coś przede mną. Myślę, że coś jeszcze zrobię?

? Co myśli Pan o współczesnym kabarecie i o młodych artystach?

? Oni jeszcze troszeczkę muszą się pouczyć. 30 lat na scenie wystarczy i możemy porozmawiać jak równy z równym. A oni są na scenie po dziesięć czy tylko pięć lat. Jeszcze troszeczkę pokory i ustawienia się w szereg...

? Plany na najbliższą przyszłość?

? Pierwszy najważniejszy plan artystyczny jest taki, żeby wyzdrowieć, aby można było bez kuli wyjść na scenę, a potem już sobie dam radę.

? I tego Panu życzę?

? I tak trzymać.

Rozmawiała Małgorzata Skórska

 

Fotografia ze zbiorów archiwum Fundacji Stworzenia Smolenia.

Artykuł wyświetlono 1860 razy
Kategoria: Wywiady Kalendarza




Galeria:



Komentarze:


  


(brak komentarzy)
Archiwum




Autorzy




Wszelkie prawa zastrzeżone. MediaBielsko.pl © 2012-2014
Wykonanie: Tomasz Kwaśny      Grafika: Mateusz Godzic