Prawdziwi Polacy...


2017-08-21  |  komentarzy (0)

Prawdziwi Polacy...

 

Z dyrektorem ostatniej polskiej szkoły średniej na Zaolziu Andrzejem Bizoniem rozmawiają Julia Dziubek i Jan Picheta.

 

W szkołach czeskich wolno mówić tylko po czesku. W polskich można mówić, jak się chce – gwarą, po polsku, po czesku. Czy jednak ktoś w szkołach mówi pięknym literackim językiem polskim?

– Odpowiem na przykładzie mojej szkoły. U nas są uczniowie z rodzin, w których nie wszyscy rozmawiają po polsku. W domu używają raczej gwary, przesiąkniętej zapożyczeniami z różnych języków. Uczniowie często pochodzą z małżeństw mieszanych i umieją biegle posługiwać się zarówno polskim, jak i czeskim. Nie chcę tu wykazywać się sceptycyzmem, ale widzę, że szkoły to ostatnie placówki, w których używa się polskiego języka literackiego, ostatnie miejsca, w których jeszcze można go usłyszeć. Na język wpływ mają przede wszystkim rodzice. Nie wszyscy rodzice naszych uczniów posługują się biegle językiem polskim. Jeśli na co dzień pracują w Czechach i mówią po czesku, gdyż łatwiej jest im używać czeskiego, to trudniej im po czasie rozmawiać w języku literackim ze swoimi dziećmi. Zetknięcie z językiem literackim dla młodego człowieka następuje więc w chwili przestąpienia progu szkoły. Po drugiej stronie rzeki, w Cieszynie, bywa tak, że to Polacy – chyba w ramach zaprzyjaźniania się z obcością – mówią do nas po czesku, nawet jeśli wyjaśniamy, że posługujemy się językiem polskim. W naszej szkole, jako placówce odpowiedzialnej za krzewienie polskiego języka literackiego, staramy się organizować jak najwięcej akcji, projektów i programów, aby młodzież miała kontakt z żywym językiem polskim. Na wszystkie wycieczki, wyjazdy edukacyjne staramy się wyjeżdżać do Polski. Jeździmy np. nad Bałtyk do Stegny i okolic (Trójmiasto, Sztutowo, Krynica i inne wg programu), na wędrowania polonistyczne śladami literatury polskiej, gdy bazy w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą wyruszamy w różne strony (Czarnolas, Nagłowice, Jędrzejów, Oblęgorek, Lublin, Puławy....). Naszym patronem szkolnym jest Juliusz Słowacki. Od ponad 20 lat jesteśmy w rodzinie – dziś już europejskiej – szkół średnich, które noszą imię tego patrona. W Polsce jest ponad dwadzieścia takich szkół, do tego dochodzi dawne Liceum w Krzemieńcu na Ukrainie, szkoła w Szkocji i za Oceanem. Dzięki temu nasza młodzież wyjeżdża na coroczne zloty, podczas których uczniowie prezentują twórczość i biografię Słowackiego, poznają swoje małe ojczyzny i kolegów z różnych zakątków Polski.

– Czy wszyscy uczniowie potrafią pięknie władać polskim językiem?

– Niestety nie. Na lekcjach, owszem, muszą odpowiadać po polsku, polski jest u nas przecież językiem wykładowym. Na przerwach jednak rozmawiają w gwarze. Zdarza się, że przychodzą dzieci z Cieszyna kształcić się do nas, co bardzo pozytywnie wpływa na ich klasy. Uczniowie słyszą piękny język, którym to dziecko posługuje się w domu od malucha, a jeśli nawet mówi ono gwarą, to polską. Uczniowie potem widzą: „Aha, ono rozmawia po polsku, to ja będę mu tak odpowiadał”. To wspaniale wpływa na rozpowszechnianie języka polskiego wśród naszej młodzieży.

– Czy strona polska robi coś dla Polaków na Zaolziu, żeby podtrzymać wśród nich literacki język polski?

– Polska wspiera nas poprzez projekty skierowane na szkolnictwo i kulturę poza granicami kraju. Przeznaczone finanse staramy się jak najlepiej wykorzystać – w myśl założeń zawartych w projektach. Prenumerujemy prasę polską, rodzice dają pewną pulę pieniędzy w ciągu roku, żebyśmy mogli kupować dla uczniów polskie publikacje. Kupujemy zatem takie czasopisma jak „Wiedza i Życie”, „Cogito”, „Victor”, polską mutację National Geographic. Nauczyciele przynoszą gazety polskie, żeby dzieciaki były „na bieżąco” z polską kulturą. Czasami z Polski przychodzą propozycje wyjazdów edukacyjnych, zwłaszcza ze środowisk akademickich. Wysyłamy tam zatem uczniów, ale to są jednostki.

– Ilość mieszkańców Zaolzia, którzy identyfikują się z polskością stale maleje. Czy maleje także liczba chętnych na kształcenie w polskich szkołach?

– Wiadomo, że na początku dwudziestego stulecia Polaków było na tych ziemiach najwięcej. Myślę, że o liczbie chętnych decyduje jednak także… niż demograficzny. Są fale, to naturalne. Dziś mamy jedno liceum czysto polskie i klasy mieszane w Akademii Handlowej. A była kiedyś szkoła rolnicza, Liceum Medyczne, Technikum Przemysłowe. Dzisiaj w roczniku mamy trzy klasy, a były cztery. Średnia ilość uczniów w klasie to 27. Około jedna trzecia naszych maturzystów wyjeżdża na studia do Polski. Tu znów mają znaczenie małżeństwa mieszane. Ich dzieci, posługujące się biegle dwoma językami, mają większy wybór.

– Czyli polskim językiem posługuje się elita?

– Nie nazwałbym tych ludzi elitą – bez obrazy. Po polsku pięknie może mówić ktoś niezależnie od tego, czy pochodzi z miasta, czy ze wsi, czy jest z rodziny dobrze wykształconej, czy nie, pochodzenia takiego czy owego… Trzeba sobie jednak uświadomić, iż wielu Polaków na terenie Republiki Czeskiej i nie tylko, zrobiło niesamowitą karierę, zajmując wysokie stanowiska w aparacie państwowym, władzach regionalnych czy lokalnych, dobre posady fachowe w biznesie, kulturze, świecie nauki itp. A być Polakiem w obcym kraju czasami nie jest łatwo.

– Właśnie, czy ludzie boją się mówić na Zaolziu po polsku?

– Nie powiedziałbym tego w ten sposób. Często natomiast spotykamy się w sklepach, że na prośbę sformułowaną po polsku ekspedientki odpowiadają, że nie rozumieją. Kiedyś tego nie było. Mama jeszcze mówiła w sklepach po polsku albo gwarą. Niestety niektórzy Polacy nie wiedzą, gdzie mają swoją diasporę. Wiemy, że mamy rodaków w Anglii czy w Niemczech, ale tu? Często w Polsce nie wiedzą, że na Zaolziu mieszkają Polacy. A wynika to z tego, że nasi dziadkowie kiedyś obudzili się w innym państwie, a nie wyjechali. Oni się nie przesiedlili później. Tu byli, tu się urodzili, tu zostali.

– Jakie są przyczyny tego, że na Zaolziu jest coraz mniej ludzi, którzy uważają się za Polaków?

– Myślę, że przyczyną tego jest przede wszystkim asymilacja, praca w czeskim środowisku. Nie wszędzie są też polskie szkoły. Trzeba do nich dzieci dowozić. Istotny  jest zatem również aspekt ekonomiczny. Nie wszyscy też mają żyłkę do aktywności społecznej w polskim środowisku, stąd niepełne deklaracje w spisach ludności. Ładnie by było, gdyby ludzie oglądali polskie wiadomości, sięgali po polską prasę.... A jednak granica jest już głęboko zakorzeniona w głowach. Często się przecież zdarza, że w ogóle Polacy pracujący za granicą stwierdzają: „A co mnie obchodzi rząd polski?”, zapominając, że Polska może dla nas, Polaków żyjących za granicą, wiele zrobić. Ciekawie byłoby zadać przechodniowi na ulicy pytanie: „Czy chciałbyś żyć w Polsce?”.

– Niestety wydaje się, że Polska nie jest atrakcyjna dla Polaków, gdyż ludzie z kraju masowo wyjeżdżają. Po wejściu do strefy Schengen wyemigrowało z Polski grubo ponad dwa mln osób. Jak zatem Polska może być atrakcyjna na Zaolziu?

– To właśnie należy do nas, aby promować tu, na Zaolziu, język polski, kulturę polską. Czyż nie jesteśmy ostatnimi, którzy mogą to zrobić? Jednym ze wspaniałych przykładów jest historia, którą przeżyłem z naszymi licealistami w Warszawie na turnieju piłki nożnej. To było dla mnie niesamowite przeżycie. Byli tam przedstawiciele środowisk polskich z Czech (czyli my), Rosji, Grecji i Polacy. Duża impreza. Podchodzi do moich chłopców organizator i wręcza im koszulki świadczące o przynależności do reprezentacji… czeskiej, a oni przychodzą do mnie i mówią: „Panie dyrektorze, my nie zagramy”. Nie chcieli grać w koszulkach nie swojego kraju. Wzruszyli mnie ogromnie. Czuli się Polakami i chcieli, aby to było widoczne dla innych. Byli dumni ze swojego kraju. Prawdziwi Polacy...

– … żyją na Zaolziu. *

 

*„Prawdziwi Polacy żyją na Zaolziu” to tytuł wywiadu Jana Pichety ze 104-letnią dziś, urodzoną na Zaolziu bielszczanką, Marią Wegert, który nawiązuje do polskości Zaolzia, a który zamieściliśmy w poprzedniej edycji Kalendarza Beskidzkiego.

 

 

Andrzej Bizoń jest dyrektorem Polskiego Gimnazjum im. Juliusza Słowackiego w Czeskim Cieszynie. Dla pracy pedagogicznej poświęcił funkcję dyrektora międzynarodowego, który w latach 2005-09 miał pod opieką 14 filii firmy Akuna na świecie. Andrzej Bizoń prowadzi także piłkarską drużynę polskich oldbojów pn. Orły Zaolzia, która często bywa na turniejach i meczach organizowanych przez Bielskie Orły.      

 

Artykuł wyświetlono 48 razy
Kategoria: HISTORIE Z TEJ ZIEMI




Galeria:


Dyrektor Andrzej Bizoń jest m.in. pasjonatem piłki nożnej.

Andrzej Bizoń na korytarzu polskiego gimnazjum. Zdjęcia z albumu naszego rozmówcy.

Komentarze:


  


(brak komentarzy)
Archiwum




Autorzy




Wszelkie prawa zastrzeżone. MediaBielsko.pl © 2012-2014
Wykonanie: Tomasz Kwaśny      Grafika: Mateusz Godzic